wkurwiony

Oskarżam szkolnych pedagogów!

Oskarżam Was!

Metody, które polecacie ofiarom szkolnej przemocy, tylko pogłębiają problem! Słabo się robi do „dobrych rad” w stylu: Nie reaguj, okaż swą wyższość, nie jesteś od wymierzania sprawiedliwości.

Okazując „wyższość” w znaczeniu odpowiednim dla dorosłego człowieka tak naprawdę okazuje się NIŻSZOŚĆ w grupie rówieśniczej, co ma potem poważne, długofalowe konsekwencje. Trudno w wieku kilku-kilkunastu lat postępować jak 40-letni urzędnik z teczką, któremu faktycznie nie wypada szarpać się z każdym pijakiem, posyłającym mu w alkoholowym widzie parę „panienek”. W grupie rówieśniczej obowiązują inne reguły – kto nie reaguje – ciętą ripostą, czy lepiej pięścią – jest gotowym materiałem na ofiarę. Nie ma kategorii „jestem spokojny, nikomu nie przeszkadzam, to zostawią mnie w spokoju”, to jest system utop się lub płyń. Nie wymagajmy od młodych ludzi, by niczym św. Aleksy pozwalali na bezkarne wylewanie kubłów pomyj na siebie. Wiadomo, tak wygodniej, mniej pracy w zacisznym gabinecie, zawsze można jeszcze przerzucić odpowiedzialność na ofiarę – na pewno źle spojrzała, powiedziała coś nie tak, ma niemodne ciuchy, nie wrzeszczy tak głośno jak inni, interesuje się nauką (tak, też są tacy). Do szału doprowadza szukanie za wszelką cenę winy w ofierze – bo gdyby akurat w tej chwili T1 popatrzyła się o dwie minuty kątowe bardziej w lewo, to jest jeden promil szans, że uniknęłaby ataku. W ten sposób nakazujemy ofiarom chodzić kanałami, a rozzuchwalamy sprawcom. Mówimy im „jesteście w porządku, to te wstrętne ofiary same pakują się wam pod lufę, no po co się na was spojrzał czy przeszedł obok? Inną stroną nie mógł?”. A tymczasem NIE! Dopóki ktoś nie atakuje bezpośrednio innych, to ma prawo być taki, jak chce. Nie lubić gry w piłkę, nosić niemodne ciuchy, interesować się przedmiotem lekcji, nie uczestniczyć w niepasujących mu formach aktywności towarzyskiej. To jego zwyczajne prawo, a szkoła jest jak dupa od srania, by je wyegzekwować.