wkurwiony

Córki samotnych matek...

Samotne matki, nie fiksujcie się na córkach, tylko miejcie własne życie. Wiadomo, że umiejętnie grając rodzicielskimi uczuciami można omotać dziecko i uwiązać je przy sobie, ale będzie to robienie całożyciowej krzywdy, która prędzej czy później się zemści.

Kobietami jest łatwiej manipulować, gdyż bardziej dbają o relacje i o to, by nikogo nie urazić, by wszyscy byli zadowoleni. Faceci z natury forsują swoje plany. idąc jak ruska piechota przez kapustę i czyjś kaprys, mina zbitego psa lub szantaż emocjonalny nie działają tak łatwo. A jeśli już zostają przy rodzicach, to głównie z wygodnictwa lub / i niezaradności, a nie ze źle rozumianej powinności.

 Parę przykładów

Pierwszy, najbardziej przykry to M. Atrakcyjna, wykształcona, świetnie zarabia, niestety nie może wyzwolić się spod władzy toksycznej matki, która wmanipulowała ją w kredyt.  W efekcie, większość swej ciężko zarobionej, dosyć wysokiej pensji przeznacza na spłatę fanaberii matki, nie słysząc przy tym nawet symbolicznego „dziękuję”. Jednocześnie wiedząc, jak bardzo jest to patologiczny układ, nie umie się z niego wyzwolić, co jest tym bardziej przykre, zważywszy na jej inteligencję i wykształcenie.

Druga, B., to przykład metody „na umierającą”. Żyła sobie własnym życiem zdala od domu, powoli zbliżając się do 40., gdy nagle jej mamusia stwierdziła, że jest ciężko chora, prawie już na marach i potrzebuje swojej córki przy sobie. Gdy B. wróciła potulnie do domu rodzinnego, okazało się, że sytuacja wcale nie wymaga ostatniego namaszczenia, po prostu mateczka woli mieć dziecię przy sobie, używając straszaka w postaci choroby.

Trzecia, J.  jest przykładem „ona mi tyle, więc ja muszę”. W dzieciństwie sporo chorowała, więc teraz uważa, że za opiekę matki winna jest jej dożywotnie niewolnictwo. Cóż, miałem bardzo poważna operację u początku swego życia, ale opiekę rodziców uważam za coś naturalnego, co należy cenić, ale co nie zaprzedaje nas im do końca życia. J. uczyniła ze swej matki główną i jedyną przyjaciółkę, po części zresztą dlatego, że rówieśnicy za bardzo nie mogli z nią wytrzymać. Zdanie matki było decydujące przy zakupie butów, wyborze pracy czy studiów, a nawet wyjeździe z chłopakiem. Posunęła się nawet do omawiania łóżkowych spraw z matką, bo „z matką wypiła więcej wina i kawy niż z koleżankami”. Cóż, przyjdzie moment, że obudzi się z ręką w nocniku.

Czwarta, F., pomimo balzakowskiego wieku nadal traktuje matkę jak jedyną przyjaciółkę, automatycznie zwracając się do niej we wszelkich kryzysowych sytuacjach, choć nie zawsze uzyskuje pomoc, częściej jedynie nadmierne zamartwianie się tudzież moralizatorstwo. Niestety, prawda jest taka, że rodzice rzadko kiedy wychodzą ze swej typowej roli, w której traktują nas jak kilkuletnie, nieporadne sieroty. Radziłbym postawić na przyjaciół w swoim wieku, którzy doradzą merytorycznie lub po prostu wysłuchają, zamiast załamywać się lub prawić morały (ty zawsze, nie słuchałaś, mówiłam, gdybyś powiedziała).

Piąta, D. stale zastanawia się, co będzie z jej matką na starość i jest gotowa położyć na szali dobro swego małżeństwa i dzieci. Tradycjonaliści katolicy pewnie by przyklasnęli, ja jednak nie wyobrażam sobie, by zaniedbywać dzieci i żonę z powodu niańczenia starych rodziców. Zabrzmi to brutalnie, ale to, co otrzymujemy od rodziców oddajemy swoim dzieciom, gdy sami zostajemy rodzicami i jest to wystarczający ciężar nawet dla dwojga ludzi. Dobrze jest wspierać rodziców, ale nie kosztem bieżącego życia. Nie chciałbym od dzieci usłyszeć „chodziliśmy głodni i obdarci, nikt nam nie pomagał odrobić lekcji, bo dla ciebie najważniejsza była twoja matka, która i tak w końcu umarła, przedtem nawet nie podziękowawszy za opiekę”. Moja babcia trafiła do domu opieki, gdyż galopujący Alzheimer czynił ją niebezpieczną dla siebie i innych. To była jedyna decyzja, jaką mogliśmy podjąć - rodzice pracowali, myśmy z rodzeństwem studiowali, a potrzebna była całodzienna opieka.

Tu dochodzi dodatkowy aspekt - rodzice przyzwyczajeni do niańczenia przez dzieci rzadko kiedy wyrażają wdzięczność u kresu swych dni, częściej wspominają nieobecne rodzeństwo.

Niestety, ale trzeba umieć ponosić konsekwencje swoich wyborów. Jeśli uzależniło się od partnera, który następnie odszedł, nie można robić zastępczego partnera z dziecka.

Między samotną matką rodzi się toksyczny, zgniły układ, umiejętnie rozwijany przez podstarzałe manipulatorki, które szantażem emocjonalnym i „morderczym tangiem” potrafią owinąć sobie córkę wokół palca. Często nie mają własnego życia, winią cały świat za swe niepowodzenia i w swej córeczce upatrują wybawienia od wszelkich trosk...